Księga gości

Kategorie notek

Archiwum

kopiuj-wklej

668 stron. matko. moja. no w sumie 10 lat jak by nie bylo... przy okazji sie nieco rozkleilam zerkajac na notki sprzed... 6-7 lat... :) heh. dobrze takie cos miec. tak mysle. tzn o ile sie nie uzywalo bloga do rzucania jadem w te i nazad - co calkiem mozliwe ze niezbyt milo by sie teraz czytalo - to taka rzecz jest bardzo fajna :D rzecza calkiem malo fajna jest sprawa chomika. ze byl. ze mielismy takiego wierciolka malego... i juz nie mamy :( i mimo ze srednio toto oswojone bylo, mimo ze w rekawiczkach jedynie moglam ja brac na rece, mimo ze... przykro i tyle. o. :(

serducho 11. lipca 2013 18:24:00

Komentarze (10)


ale jaja....????

w morde... szybko to trza kopiowac bo kurna jak znow zniknie bez zapowiedzi...???? ale jaja, ale jaja...!

serducho 08. lipca 2013 23:10:00

Komentarze (5)


na kogo wypadnie na tego...

bec? no to beclo na mnie. prosze panstwa kochanych - od dzis zapraszam tedy : http://serdunio.wordpress.com/

powod? te nieszczesne podlinkowane wyrazy, powtorzenia, kody pod spodem, lichowie co jeszcze...

kochani - klikajcie w nowy link, nie zostawiajcie mnie tam samej!!!!!!!!!!!!!!!! dobrze? :)

serducho 03. lipca 2011 17:42:00

Komentarze (8)


taaaaaaaaaaaaa....

no otoz prosze panstwa - chcialabym napisac ze  szafa gra, glos odzyskany, smary poszly w sinom... taaaaaaa.. no nie ma tak hop siup tralala. glos ciagle niemoj, moze nie bas, ale skrzeczace straszydlo, zwlaszcza rankiem - proszszsz bardzo... kurna.

kolejny problemik - sie rok szkolny skonczyl tak? pfff... no to mam dwa urwisy w domu na full time... mamusiu kochana jedyna moja ratuj, cobysmy wszyscy te wakacje przezyli w calosci... bo nie ma letko, kurka siwa, choc mogloby byc, gdybym poszla na latwizne i pozwolila im spedzic te dwa miesiace przed monitorem komputera ewentualnie zamienianego na ekran TV.... ale ze ze mnie wredna maUpa a nie kochajaca (?) mamunia - komputer owszem, ale z limitem, TV tak samo. i kurnajegoraz - biblioteka! i ksiazki!!! (cale szczescie ze Wieksza ma zadatki na molika ksiazkowego, Mniejszy nie chce byc gorszy i tez za ksiazki lapie ;) )

wpadlam tez na genialny (sie okaze w praniu?) pomysl i zakupilam im zeszyty z trojwymiarowymi okladkami (pies z kapciem w mordzie padl na Wieksza, lew ryczacy padl na Mniejszego :) ) i zapowiedzialam ze to sa ich pamietniki wakacyjne i sobie maja konotowac co wazniejsze wydarzenia coby mi potem na rozpoczecie roku nie bylo marudzenia ze pani kazali opisac wakacje a "ja nieee pamieeeeeeeeeeetaaaaaaaaaaam, maaaaaaaaaaamaaaaaaaaaaaaaa co mam napisac?" :P no.

tak ze wredna jestem tak? no. i sie wcale nie wstydze.

a kolorek na wszelkich resztkach paznokciowych (bo reczne mnie sie polamaly przez wzglad na prace ogrodkowe :P) na dzis - proszszsz (zdjecie znalezione w necie, nie musze zdaje sie zrodla podawac bo na zdjeciu widnieje tak? :P)

serducho 03. lipca 2011 08:38:00

Komentarze (7)


popsulam sie.

kurna olek. normalnie wysiadlam i juz. tzn moze nie ze calkowicie. ale glosowo na pewno. bas mi sie jakis taki zrobil, a mowia ze najnizszy glos kobiecy to co? kontr-alt? taaa.. moj kwiko-skrzeko-tubalny "glos" przeczy wszelkim normom i jednak chyba blizej mu do basu (basa?)  niz czegokolwiek innego...

w kazdym razie - wcale mnie sie to nie podoba. o.

Mniejszy usmarczony, juz od kilku tygodni z malymi przerwami, no tak, szczepionka "naprzeciwko" grypie dzialac przestala to mamy powtorke z rozrywki... Wieksza lepiej sie trzyma aktualnie :)
MS tez zaniemogl na chwilke wokalnie, aczkolwiek w jego przypadku zmiana mi sie sadystycznie podobala (wredna maUpa jestem, wiem), bo mowil tak przepieknym glebokim basem... mmmmm...
no ale ozdrowial (prawie) i bas szl.. tentego. szlaczek jedwabisty trafil tak? :D

cos mi sie poza tym w leb zrobilo i maluje sobie paznokcie od jakiegos juz czasu, w glebokim powazaniu majac to czy to sie komus podoba czy nie. to jest moja kuracja antyobgryzeniowa - jesli pomaluje to nie zre. przy czym "pomaluje" nie obejmuje w zadnym wypadku bezbarwnych lakierow... o nie. kolor musi byc konkretny, najlepiej rzucajacy sie w oczy...  inaczej - obgryze mimo lakieru.
a wiec - kolorek na dzis:

a co!!!!!!!!!

serducho 26. czerwca 2011 20:43:00

Komentarze (13)


madrala.

pieknie jest wiecie? za oknem tez. mimo burzy drugi dzien z rzedu. zawsze sa plusy - chocby to ze nie musze podlewac tak? :) no.

wracaja sobie pewnego pieknego dnia moi Mezczyzni (tzn MS wyskoczyl na przystanek autobusu szkolnego celem odebrania Mniejszego), i ni z gruszki ni z pietruszki Mniejszy wlacza nadawanie:

"Daddy, do you know that 10 +10 is 20?"

"yes, I know that" (no sprobowalby nie wiedziec, tak? :P )

Mniejszy kontynuuje:" and 20+20 is 40 and 40+ 40 is 80!"

i tu Moj Mezczyzna zdebial...

nasz maluszek... nasz brzdac... kurka przeciez on dopiero skonczyl 6 lat i jest jeszcze w przedszkolu!

cholerka jasna wiecie co? ja to mientka jestem okropnie... ale w takich chwilach po prostu wyc mi sie chce ze szczescia... bo biorac pod uwage fakt iz do 3 roku zycia Mniejszy mowil bardzo niewiele, pojedyncze slowa, a do 3.5 roku zycia sklejal po dwa wyrazy... ze dopiero jak poszedl do przedszkola (4 lata i 3 miesiace) zaczal porzadnie mowic... to fakt iz konczac 5 rok zycia juz czytal calkiem plynnie a w wieku lat 6 prowadzi takie matematyczne konwersacje ze swym TAtusiem... to ja jestem bardzo, BARDZO szczesliwa wiecie? :) i dumna! a co!

serducho 24. czerwca 2011 03:56:00

Komentarze (8)


"a pszczolki juz tamoj nie bylo,

Photobucket

bzy bzy..." :)

serducho 08. czerwca 2011 19:51:00

Komentarze (8)


bedzie paskudnie. wrazliwi - no. wiadomo. nie czytac tak? :)

no nie no tym razem nie zatwardzenie... (raczej wrecz przeciwnie, ale w innym sensie... :/ )
jakos tak po prostu. brak weny czy cos. mniejsza z tym.

wlasnie przezylam (i mam nadzieje ze moge powiedziec w czasie przeszlym!) dziwne paskudztwo. w sesnie zatrucia pokarmowego z fanfarami... pff. otoz w czwartek na obiad byla paskudna, sztuczna pizza (w sensie no-name brand, tania i zwykle smaczna... a ze juz kiedys mnie poszkodzila - no coz. u mnie zawsze to na bledach uczenie sie kulalo..)... w piatek rano pieknie mnie przeczyscilo... no nic, mysle se - nie pierwszy to raz i nie pewnie ostatni tak? no wiec pieknie sobie posmigalam na fitnessa. po powrocie mnie przeczyscilo raz kolejny - ohoho. niedobrze... ale nic to. potem zaczelo mi byc zimno. wzielam verdin na wspomaganie tychtam roznych wewnetrznych. niby pomoglo. (wmiedzyczasie te tam biliony pozytywnych bakterii) potem zaczelo mi byc bardziej zimno. sprawdzilam - 37.7. no nic. zawinelam sie w kolderke i kimnelam (wspomnialam juz ze mam kochanego Mezusia? :) zajal sie dzieciakami bez slowa...) o 19 znow poczulam zoladek... poprosilam go zeby mi przyniosl takiej wodki ziolowej (tak tak, alkoholem sie leczylam ;) )przyniosl. wypilam. nooo rozgrzalo mnie. ok. 23 mialam juz 38.1. wiec dla odmiany przeciwgoraczkowa, bo przeciez alkohol se juz wyparowal. no i fajnie. do rana dospalam. rano wydawalo mi sie ze super. wstalam. oho, cos mi w glowie zakolowalo... ale nic to mysle spalam z przerwami 12 godzin to jak ma mi nie kolowac? siadlam przy stole (mezus sniadanko przyszykowal). jakos sie nietego poczulam... poszlam w kibelek. bede rzygac? nieeee... bede co innego robic? nieee... no to wychodze... i przecknelam sie w pokoju na podlodze. lezalam. musialam sie resztka swiadomosci polozyc zanim zemdlalam bo mezus nie slyszal zeby co lupnelo... nosz kurka! nic to. polozylam sie, przekimalam do 11... i chyba sie mnie polepszylo w koncu... pfff. ki czort? :/

a poza tym - w miare. doszlam do siebie po wyjezdzie MOjej Kochanej Siostrzycy...

a poza tym to sa takie rozne problemy... (nie zdrowotnej natury) za ktore trzymac kciuki prosze :(

serducho 05. czerwca 2011 01:55:00

Komentarze (8)


kawusia.

 u mnie aktualnie srednia firmy S. dostalam jeszcze w prezencie probke do zaparzenia w domu. a pewnie ze se zaparze a co! moze niekoniecznie dzisiaj, bo mocna cos ona ;)

kawke pije do monitora, bo Siostrzyca pojechala i znow nie mam z kim kawy wypic. jakby kto chetny do towarzystwa to zapraszam :P

a, BTW, upieklam pyszne zdrowe (oczywiscie) i dietetyczne (jakzeby inaczej ;) )buleczki. drozdzowe. z rabarbarem. moglyby byc ciutke slodsze ale coooo tam ;)

a. i BTW nr2: mocne postanowienie mejkapowania sie :P oczywiscie wplyw Siostrzycy. a jak! zalozylam sobie ze jesli wychodze z domu to rzucam se te tam takie rozne na twarz. poki co trwam ;) w postanowieniu znaczy sie.

no.

serducho 20. maja 2011 16:58:00

Komentarze (7)


zrace paznokcie.

zrace przez z z kropkom. ktorego nie posiadam. z roznychtamtakich przyczyn. o.

wiec zrace w sensie koloru a nie jadowitosci oczywiscie.  kolor piekny. pomaranczowa zarowa. a co.

a filozofia za tym sie kryjaca jest bardzo prosta. jak tentam. barszcz z torebki tak?

otoz z doswiadczenia nie tylko swojego (dopowiem za chwile) wiem, ze jesli sytuacja jest w jakimstam stopniu podbramkowa, ze sie tak brzydko po futbolowemu wyraze, to nalezy rozumowi/mozgownicy/przegrzewajacym sie z lekksza zwojom/kto tam co posiada pod czerepem - dac na zer cos ciekawego. nowego i choc z lekksza kontrowersyjnego (w jakikolwiek sposob). przyklad: kolezanka moja z lat licealnych, w maturalnej klasie sciela wlosy praktycznie na zapalke. nam zaparlo dech w piersiach... piekne, czarne GESTE, falujace wlosy... a kolezanka z usmiechem na ustach powiedziala: a scielam zeby myslec o tym ze glupio wygladam a nie ze matura tuz tuz... taaa...

no wiec w ten sam desen aczkolwiek po luzacku troche: pomalowalam sobie wszystkie posiadane paznokcie na kolor pieknie zraco jadowicie pomaranczowy! ha!!!! (za lakier zaplacisz karta kredytowa firmy mastercard. mina Kochajacego Mezusia - bezcenna :D ).

sek w tym, ze nie przewidzialam jednego: ze mi sie ten kolor naprawde spodoba.... :D

serducho 18. maja 2011 03:36:00

Komentarze (4)




atease | mydzieci | tlumaczka | final-fantasy | pepinia23 | Mailing