jadymy!!!

jak mawial moj Dziadek (nie wiem czy to ma zwiazek ale z Poznania byl:) )

walizy stoja spakowane. jeszcze dwie nie zamkniete, bo czekaja na dopakowanie. polozylismy sie spac o 3 rano...:)

jutro zobacze Moich Kochanych. Mame widzialam pol roku temu... Siostre poltorej... Tate tez... usiadziemy wszyscy razem i znowu poczuje sie jakbym nigdy ich nie opuscila...

trzymajcie sie kochani:)

nie wiem czy napisze wkrotce czy nie. jak sie dorwe do kompa... :)

serdunio@poczta.fm - tu pisac :)

pa!

serducho 24. marca 2004 17:06:00

Komentarze (6)


usilowanie...

taaaak. usiluje sie mianowicie pakowac. wychodzi mi to miernie - efekt - wywalona polowa zawartosc szafek/szuflad/szaf na lozku. na mojej polowie lozka sie zmiescilam - sukces. piora sie jeszcze rozne niezbednosci. o sorki. moje sie susza, a piora sie Oliwki. przerzucilam jeszcze raz pudlo w ktorym Oliwka ma ciuszki po Dziecku Kumpla Mojego Szczescia. wydlubalam rozne fajnistosci na teraz i na zaraz i na jeszcze troche. Szczescie sie spakuje sam. ja siem w jego styl nie wtracam. no czasami tylko - jak sie pyta. ogolnie nie mam zastrzezen - teraz, bo przed slubem to roznie:) zwykle jednak sie pyta czy nie mam nic przeciwko temu zeby zalozyl cosiktam. lub sie pyta co ma zalozyc. (oczywiscie to przed jakims wyjsciem do kogos na kawo-herbato-ciastko-obiado-cosjeszcze) ja mowie a on i tak sie ubierze po swojemu. i jest ok. jeszcze jedno pranie - kolorow. nie wiem jakie kurtki mam wziac. przeciez to wszystkie pory roku mozna bedzie spotkac...

i mam dosc. na pewno i tak czegos zapomne. pewnie pojdziemy spac nad ranem, zeby sie obudzic niewyspani po 3-4 godzinach snu...

niecierpie sie pakowac. nawet jesli jest to pakowanie sie w dobrym celu - wiem ze czeka mnie calkiem pokazny kawalek czasu spedzony z Moimi Kochanymi. to nie zmienia faktu ze nie lubie.

 musze sie napic kawy...

serducho 23. marca 2004 21:45:00

Komentarze (3)


Lucky....

od wczoraj wieczorem jest u opiekunki... trafila sie chyba swietna dziewczyna. pisze chyba bo jej tak naprawde nie znam, ale e-mailowalysmy przez okolo miesiaca dosc intensywnie, i "wyglada" bardzo fajnie. wczoraj zawiezlismy naszego malego lobuza (z calym majdanem)... smutno mi...

a Lucky sie rozgoscil na dobre, wczoraj J. wypuscila go z klatki na pierwsze "rozpoznanie" i zwiedzil wieksza czesc mieszkania. ogolnie jak weszlam do tego mieszkania to... poczulam sie jak w sklepie zoologicznym:) 4 koty, 4 swinki morskie, 3 takie coski, bardzo sympatyczne, mordki maja jak chomiki, ale sa wieksze, i maja dlugie lekko kosmate ogonki... poza tym jeszcze zolw (zolwie?) i 2 kroliki... wszystko w 3 pokojach... :))) J. wczoraj juz wyslala e-mail, ze Lucky sie absolutnie kotow nie boi, zdaje sie nawet zaprzyjazniac z jednym z nich... mam nadizeje ze na dobre sie nie zaprzyjazni, bo co bedize potem robil w domu???

serducho 22. marca 2004 13:07:00

Komentarze (4)


tough day...

wczoraj... ech czy warto w ogole pisac? Oliwka plakala prawie caluski dzien... co jej bylo? nie wiem czy ona sama wie... ja nie mam najbledszego pojecia w kazdym badz razie. a raczej podejrzen sporo...
1. glodna. tzn - dla naszej wygody w razie wyjazdu bierzemy dla Malej zwykle mleko tylko. osotanimi czasy zaczelismy brac zupki. wczoraj zapomnielismy. i mimo ze mleka miala ile duszyczka zapragnie - moze jej samo mleko nie wystarcza?
2. katarek. bez komentarza. nie smarka sie w kazdym badz razie wiec nie wiem.
3. przemeczona. no ale kto jej zabranial zasnac? nawet kladlam ja w pokoiku u Rodzicow Mojego Szczescia, to nie. efekt tego taki, ze jak zwykle spi w ciagu dnia do 3 godzin (nie ciagiem, tylko 2-3 drzemki), tak wczoraj moze wszystkiego godzinka byla...
4. brakuje mi kncepcji:)

a do Wyjazdu juz tak niedlugo!!!!!! ech!!! najgorsze sa te dni tuz przed. jak jest daleko - to sie tak nie niecierpliwie. ale ostatnie dni przed - okropnosc!!!!!

serducho 21. marca 2004 18:53:00

Komentarze (1)


odliczanie...

na GG mozna zauwazyc ze odliczam. zawsze odliczalam. skreslalam dni - w kalendarzu.
bo moje zycie skladalo sie od 17 roku zycia glownie z tesknienia... za kazdym razem. no ok. za prawie kazdym. tesknota wpisana byla jednak w moje zycie... moje milosci dalekobiezne. na odleglosc. takie ktore przeciez nie maja prawa istniec wedlug wiekszosci ludzi. ha ha ha. kilka umarlo. najwieksza i najpiekniejsza trwa. pamietam jak plakalam gdy dzielilo mnie 300-600 km... myslalam ze to najgorsze... a to byla tylko wprawka. etiuda. by mnie przugotowac na prawdziwy sprawdzian. kilka tysiecy kilometrow... telefony... najpierw raz na tydzien, potem dwa razy w tygodniu... e-maile kilka razy dziennie... smsy... i rozlaki...
teraz tesknie tez. teraz za Moimi Kochanymi. to inna teksnota - gdy sie ma przy sobie Szczescie...

serducho 20. marca 2004 04:36:00

Komentarze (7)


kurczaczek w roli glownej

tak wlasnie dzisiaj zaczal sie nowy etap w Oliwkowym zyciu - dostala bowiem miesko kurze - podstepnie zmieszane z pyszna i zaakceptowana juz dawno jako rarytas - zupka warzywna. miesko nie jest zle aczkolwiek bez entuzjazmu wiekszego przyjete. bedziemy obserwowac czy nic sie nie dzieje.
a kilka dni temu Oliwce stuknelo 7 miesiecy, duza pannica z niej, rosnie jak na drozdzach ,ostatnie wymiary to 8100g i ok 71cm. ale to sprzed miesiaca wiec na pewno nieaktualne :o)
ogolnie jadlospis Oliwkowy zawiera w sobie:
jabluszko (gotowane, lub tylko sparzone i starte)
jabluszko+jagodki (ulubiony deserek)
brzoskwinia (takie sobie)
zupka warzywna (marchewka+kartofelek+ ew. pietruszka)
squash (rodzaj dyni - zdecydowany faworyt w dziedzinie smaku!)
jabluszko+banan w kaszce owsianej (bez entuzjazmu)
to chyba wszystko...
no i dzisiaj nieszczesny kurczak...

a Wielki Wyjazd zbliza sie Wielkimi Krokami, i napawa mnie swego rodzaju niepokojem - oprocz zrozumialej i zaakceptowanej w pelnej krasie radosci... niepokoj w wersji wizji katastroficzno-komicznych... ech... za duzo sie filmow naogladalam... ;o)

juz tylko 8 dni...

serducho 16. marca 2004 02:20:00

Komentarze (5)


no.

juz moge powiedziec ze czuje sie dobrze. wprawdzie smazone odpada (ech, zegnajcie moje ukochane frytki... chlip...chlip...), mocno spieczone tez, kapusta rowniez, ale da sie zyc! najwazniejsze - nie mysle po kazdym posilku czy bedize atak czy nie. spokojnie klade sie spac, myslac jedynie czy Oliwka mnie zbudzi czy nie (podejrzana ta dolna szczena... ). i zycie znowu jest piekne! zwlaszcza ze juz za niedlugo - bo dokladnie za 2 tygodnie Wieeelki Wyjazd. ech, jak ja sie ciesze!!!!!!! i smiem twierdzic ze nie tylko ja, bo Moi Kochani juz dawno miejsca sobie nie moga znalesc, i tylko mysla i glowkuja jak tu sprawic coby czas szybciej zaczal leciec:)))

a Oliwka lapie sobie lapkami za nozki! o! wprawdzie glownie lewa noga-lewa reka, ale zdarza sie i lewa reka-prawa noga, prawa noga-oburacz, oraz - niezmiernie rzadko ale jednak - prawa reka-prawa noga:))

serducho 10. marca 2004 05:27:00

Komentarze (8)


jeszcze obrazkowo...

dostalam tydzien temu, ale jeszcze sie trzymaja!!!

serducho 05. marca 2004 18:54:00

Komentarze (7)


na wesolo ;o)

serducho 04. marca 2004 20:26:00

Komentarze (3)


codziennosc...

nie wiem czy to takie chwilowe, ale dzisiaj jest lepiej. ze mna bo Oliwka ma marude wlaczona od wczoraj. i nie wiem czym sie ja wylacza:) nie rozgryzlam jeszcze wszelkich wlacznikow i wylacznikow mojej coreczki:)
a ja - obudzilam sie bez bolu w zoladku a tylko z uczuciem wscieklego glodu - calkiem normalne to biorac pod uwage fakt, ze 13 godzin nie jadlam... (ostatni posilek wczoraj o 19, wiec dzisiaj o 8 rano juz ciut-ciut...) zjadlam cosik na sniadanko, zapilam dwoma kubkami herbaty i nie bylo zle... potem 2 suche kromalki pieczywa chrupkiego, zapite sokiem jablkowo-mietowym, potem 2 kromki chleba (graham) z "smarownym" serkiem, szynka i pomidorkiem, zapite kubkiem herbaty, potem szklanka wody... ech... czego to czlowiek nie zrobi zeby tylko zapobiec bolowi... no chyba ze masochista...

oby tak dalej... dzisiaj jakos sie optymistycznie nastroilam do tego wszystkiego... mam andzieje ze nie przedwczesnie:)))

serducho 03. marca 2004 21:11:00

Komentarze (6)