czas na...

...

uwielbiam owocowe herbatki... a gdy czuje sie przeziebiona - jestem usprawiedliwiona z dodatku miodu... laduje wiec czubata lyche... siadam z nogami podkulonymi na kanapie... ech...
nieczesto moge sobie pozwolic na taki luksus... zwykle w momencie postawienia kubka gdziekolwiek, pojawia sie Oliwka i probuje "napic sie" z kubka... taaaa... "napic sie" - wyglada tak (tzn gdybym jej na to pozwolila): Oliwka nie baczac na to ile jest napoju w kubku - przystaia go do ust i przechyla do gory dnem zalewajac siebie cala oraz okoliczne meble uzytkowe zwane krzeslami badz kanapami, w zaleznosci gdzie sie akurat jej udalo stanac/usiasc... podloge zreszta tez...

***

a to zdjecie:

to nie jest zaden fotomontaz, smierdziel (tak nazywamy te kwiatki) wyrosl znalazlszy odrobine ziemi w szczelince pomiedzy asfaltem a cementowymi plytami... czekalam az zakwitnie...

***

a dla takich chwil...

warto zyc...

***

SPACEREK - kliknij by sie dowiedziec jak wyglada spacerek z Obydwoma Brzdacami:)

 

serducho 30. września 2005 05:33:00

Komentarze (2)


p.s.

mala korekta: Oliwka liczy do 13...

serducho 27. września 2005 14:43:00

Komentarze (2)


jeszcze tylko tydzien...

... i przyjezdza do mnie Moja Siostra... tak w zasadzie to ja w to chyba do konca nie wierze! nie miesci mi sie we lbie i tyle... tak samo bylo jak miala przyjechac (i przyjechala) Moja  Mama... ech... jak bylo daleko do tego przyjazdu to jakos spokojnie sobie zylam... teraz jak zostal NIECALY tydzien... to tak mi jakos sie... miekko w srodku robi... :))) ciesze sie straszliwie!!!!!!!

zastanawiam sie tez jak Oliwka przyjmie do wiadomosci ze nowy ktosik bedzie z nami mieszkal przez te 3 tygodnie... czy sie polubia... widzialy sie przeciez ostatnio poltorej roku temu... Oliwka wtedy miala 7-8 miesiecy:))) na pewno nie pamieta:)

***

a z nowosci to:

* Oliwka liczy do 6 po... hiszpansku... szok. a po polsku ciagle jeszcze jej nie idzie... po angielsku liczy do 12...

* Dominik z pozycji takiej powiedzmy pollezacej, plecki pod katem 45 stopni mniej wiecej - podnosi GLOWE I TULOW!!!! ja juz chyba naprawde z szoku nie wyjde nigdy??? zaczal juz tez lapac zabawki jak mu je przytrzymac przez chwilke przed oczami, lapie sobie nozki tez... szok szok szok!!!

serducho 27. września 2005 03:27:00

Komentarze (5)


rozmaitosci cz.2.

czas mi plynie jakos tak piekielnie szybko, mam wrazenie chwilami ze piatek jest zaraz po... piatku... Bable mi rosna (mam na mysli moje Dziateczki a nie faktyczne efekty oparzen) a ja tylko nie moge przestac sie dziwic...

Oliwka:
* liczy do 12(!!!)
* uzywa slow "prosze", " dziekuje", "przepraszam" (a raczej ich angielskich odpowiednikow), klania sie wszystkim przechodniom (tzn mowi: "hi" "halo" lub " morning!")
* w ogole zasob slownictwa ma bardzo bogaty, rozumie polski i angielski, jednak w mowieniu przewaga jest slowek angielskich (buuuu!!!), mam nadzieje ze to jej przejdzie z czasem...
* ciagle przytula i caluje swojego braciszka, przykrywa go kocykiem lub co akurat ma pod reka (scierka z kuchni, np), znosi mu zabawki, glaszcze...
* poza tym kawal z niej lobuziary, robi naprzekor,  smieje sie w momencie kiedy ja akurat sie na nia wkurzam, przez co kompletnie mnie wyprowadza z rownowagi... taki diabelek maly no!!!

... i tak sie zastanawiam jak to w ogole jest mozliwe??? zeby dziecko bylo takie posluszne - przeciez wiele razy tak jest ze zrobi to o co ja poprosze, podniesie cos z podlogi, zaniesie cos Tatusiowi... a jak jej cos "kliknie" to koniec...

Dominik:
* slicznie sie usmiecha tym swoim bezzebnym (poki co, aczkolwiek powaznie podejrzewam ze bedzie sie zebil wkrotce!!!), potrafi sie tez smiac glosno:)
* "gada" jak najety, robi babelki ze sliny, brrrrrrrrrru ghhhhhhhhrrrrr i inne takie z siebie wydaje, rowniez piski!
* lapie nozki raczkami!!! nawet probuje sobie je wetknac do buzi ale pielucha przeszkadza no! a zlapawszy taka nozke pilnie sie jej przyglada i jaki jest zaskoczony jak mu sie stopka znienacka ruszy! ha!!
* lapie raczkami zabawki!! szok! jak mu potrzymac chwilke to wyciaga raczki, czasem od razu a czasem za ktoryms razem zlapie!!!i oczywiscie - do buzi!:) dzisiaj obserwowalam jak w momencie zasypiania bawil sie smoczkiem - wyciagal z buzi i wtykal spowrotem, przy czym to "spowrotem" nie wychodzilo mu oczywiscie tak od razu, czasem za drugim, czasem za trzecim razem:) slicznie to wyglada:) hihihihi

no i co z tego ze ja sobie ponarzekam codziennie, ze nawet sie poplacze (zwykle dlatego ze Oliwka mnie nie slucha:( )... kocham te moje Szkraby i tyle!!!!

Moje Szczescie tez kocham! ha!

serducho 24. września 2005 04:24:00

Komentarze (1)


bylo sie uczyc jezykow:)

moja wersja tlumaczenia:

Terry Fox urodzil sie w Winnipegu, prowincja Manitoba, Kanada, dorastal w Port Coquitlam, prow. Kolumbia Brytyjska, niedaleko Vancouver, na zachodnim wybzerzu Kanady.
Aktywny nastolatek, mial 18 lat gdy zdiagnozowano u niego raka kosci i zmuszono do amputacji nogi 15 cm nad kolanem, w 1977.

Przebywajac w szpitalu Terry byl tak poruszony cierpieniem innych pacjentow z nowotworami, (wielu z nich to byly male dzieci), ze zadecydowal przebiec KAnade "wpoprzek" by zbierac pieniadze na badania nad nowotworami.

Po 18 miesiacach, przebiegnieciu ponad 5000km by sie przygotowac, Terry zaczal swoj bieg w St. JOhn, prowincja Nowa Funladnia, 122 kwietnia 1980, z malym rozglosem. Na poczatku trudno bylo wzbudzic zainteresowanie, jednak entuzjazm wzrastal i suma pieniedzy zbieranych podczas biegu zaczela rosnac.
Biegl 42 km dziennie.

To byla podroz ktorej Kanadyjczycy nigdy nie zapomna.

Jednak 1 wrzesnia, po 143 dniach i 5 373km, Terry byl zmuszony zaprzestac biegu, w okolicach Thunder Bay, prowincja Ontario, poniewaz nowotwor dal przerzuty do pluc. Caly narod byl zaskoczony i smutny. TErry zmarl 28 czerwca 1981, w wieku lat 22.

Do dzis zebrano ponad 360 milionow dolarow na calym swiecie, w imieniu Terry'ego, podczas dorocznych Biegow imienia Terry'ego Foxa (TErry Fox Run), ktore odbywaja sie w calej Kanadzie i wielu krajach swiata...

 

serducho 20. września 2005 15:09:00

Komentarze (1)


a jutro...

Terry Fox was born in Winnipeg, Manitoba, and raised in Port Coquitlam, British Columbia, a community near Vancouver on Canada's west coast. An active teenager involved in many sports, Terry was only 18 years old when he was diagnosed with osteogenic sarcoma (bone cancer) and forced to have his right leg amputated 15 centimetres (six inches) above the knee in 1977.

While in hospital, Terry was so overcome by the suffering of other cancer patients, many of them young children, that he decided to run across Canada to raise money for cancer research.

He would call his journey the Marathon of Hope.

After 18 months and running over 5,000 kilometres (3,107 miles) to prepare, Terry started his run in St. John’s, Newfoundland on April 12, 1980 with little fanfare. Although it was difficult to garner attention in the beginning, enthusiasm soon grew, and the money collected along his route began to mount. He ran 42 kilometres (26 miles) a day through Canada's Atlantic provinces, Quebec and Ontario.

It was a journey that Canadians never forgot.

However, on September 1st, after 143 days and 5,373 kilometres (3,339 miles), Terry was forced to stop running outside of Thunder Bay, Ontario because cancer had appeared in his lungs. An entire nation was stunned and saddened. Terry passed away on June 28, 1981 at age 22.

To date, more than 360 million has been raised worldwide for cancer research in Terry's name through the annual Terry Fox Run, held across Canada and around the world.

***

i my tam bedziemy... na ulicach. nie wazne - biegnac, isc, jechac... wazne by byc...

serducho 18. września 2005 04:40:00

Komentarze (1)


:o)

no comments!

:o)

serducho 16. września 2005 03:54:00

Komentarze (4)


aktualnosci!

ostatnimi czasy jakos nie mam kiedy usiasc. i to nie o to chodzi ze doba mi za krotka jest... raczej o to ze nie umiem sie roztroic. czy nawet rozczworzyc. bo rozdwojenie to przezytek, nie wystarcza! chodzi o to ze w jednej sekundzie musze trzymac Dominika na rekach bo akurat mu sie cos przysnilo, to na dole, byc na gorze i pilnowac Oliwki na nocniku, oraz gotowac obiadek wzglednie chociaz pilnowac coby nie wykipial, a jeszcze zdalo by sie ciut ogarnac dom tu i owdzie, zrobic jakas przepierke jesli nie normalne pranie, wywiesic je potem na dworze... ech:P ale ciii, ja nie narzekam. :o)

nie narzekam, bo mam takie obrazki na codzien: Oliwka tulaca sie do Dominika ("Oliwciu delikatnie, nie zadus Braciszka...Oliwka delikatnie! de-li-kat-nie!!!), Oliwka calujaca DOminikowe tlusciutkie nozki, raczki tudziez brzuszek lub glowke, Oliwka pochylona nad DOminikiem i cos mu tam gadajaca, Oliwka usilujaca wepchnac smoczka w buzie Dominikowa ("masz!" "Oliwko zostaw, on nie chce" "masz! no masz!"), Oliwka przybijajaca piatke DOminiczkowi ("faaaaj!"=ang five:o) ), Oliwka... :) ech, naprawde sie balam ze bedzie zazdrosna, ze bedzie chciala DOminika w jakis sposob ode mnie odepchnac... :) a tu - jak wyciagne DOminika z kosza, Oliwka od razu pokazuje na podloge lub tapczan i mowi: "siadaj!" bo ona tez chce go widziec, dotknac, przytulic:) moje szkraby...

a ze Oliwkowy okres buntu w pelnym rozkwicie to juz druga strona medalu:P

...a duuuzo wiecej mozna poczytac na moim BLOGU #2...

serducho 09. września 2005 20:00:00

Komentarze (4)


o w morde!!!

wlasnie sie zorientowalam ze przedwczoraj mojemu blogowi stuknely 3 latka!!! ozesz! staruszek :P ile razy od niego odchodzilam, ile razy zamykalam... przechodzilam gdzie indziej, zaczelam pisac drugiego bloga, wszystko to fajnie, ale stare smieci starymi smieciami... i dobrze. teraz mam "aaa blogi dwa" i nieustajaca glupawke...

 

serducho 01. września 2005 16:51:00

Komentarze (3)