zamyslona...

... 66 ludzkich istnien, a moze i wiecej... w jednej minucie... ze sie zawalil dach to jest to co widac... a zawalone zycia, zawalone serca... zawalone swiaty tych, ktorzy przezyli...

[']

... siedze sobie i zastanawiam sie nad wlasnym zyciem... nad tym ze do 100% szczescia brak mi jedynie... przyjaciela pod reka... (i prosze mi tu bez podtekstow, mowiac przyjaciel nie mam na mysli jedynie "pci brzydkiej". pojecie "przyjaciel" dla mnie jest "obupciowe". "przyjaciolka" ma dla mnie zabarwienie jakies takie... rozrywkowe...)...

Moje Szczescie mam, dwoje cudownych Brzdacow tez, maly bialy domek... kroolisia... milosc... cieplo... poczucie bezpieczenstwa... pare silnych meskich ramion do wszystkiego...

tylko... tego wyskoczenia na kawe, na ploteczki, na pomilczenie nawet... po prostu mi brak...

(nie wiem czy to taka nostalgia przed Wielkim Wyjazdem tak mnie lapie, czy co???)

serducho 30. stycznia 2006 06:18:00

Komentarze (5)


rozwiazanie zagadki:)

pummelo. w jednym slowniku nie ma, wiecej mi sie nie chcialo szukac. w kazdym razie kubek byl NORMALNEJ wielkosci, stolek tez, z typu tych barowych, a owocek w smaku przypomina odrobinke grapefruita, ale nie do konca, ta biala oslonka jest jak gabeczka, i wyjatkowo wstretna w smaku.

serducho 27. stycznia 2006 17:58:00

Komentarze (2)


zdjatko...

 
 

serducho 26. stycznia 2006 02:51:00

Komentarze (5)


synus napisal...

7777777777 v7ytuyv buuuuuuuuuunmy i 7tjh bnn hjjjjjjjjjjjjjjj  yrvb  hjnm        m  kj2222wwww 7889Fq**t98Z  k nmgxch4fv8jh nmbtfugjjjjjjjjnmb b
8ivyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyjhgtbv tt ryrrrrrrrrrrrrrrrrrrrtjhh98y78trjjjjjjjjjjjj8767hgddghhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh
98yikjy879i76yuhbhn787uyhhfnbuju9y90980y

 

i o!!!!

serducho 24. stycznia 2006 20:55:00

Komentarze (1)


byl sobie Wampirek...

... i juz pomalutku sie "odwampirza". oto z dniem wczorajszym swiatlo dzienne ujrzala wreszcie gorna jedyneczka. i juz moje Wampirzatko nie bedzie wampirzyc! swoja droga czy ktos w ogole slyszal o takim czyms, zeby dwojki szly przed jedynkami????? ech, oryginaly te moje dzieciaki:)

Wieksza gada jak najeta, a jak nie gada sama z siebie to powtarza:) ciagle 80% jej gadania to jezyk angielski. ale widze ze zaczyna juz powolutku "czuc blusa" i jak mowie do niej po polsku to ona tez probuje polskie slowka wplatac w angielskie:)))

przygotowania do Wielkiego Wyjazdu pelna para, na razie nie ma kto nas odwiezc na lotnisko :P nie wiem jak to jest z podrozowaniem taksowka z dzieciakami,ale sie nam przyjdzie dowiedziec i tyle:)
prezenciki kupuje rozmaite... tym razem jakos nie mam do tego glowy, wiec podostaja ludziska takie sobie pierdolki. trudno sie mowi. mam dwojke dzieci i nie mam glowy do wymyslania nie wiadomo czego! no! i juz.
i nie poodwiedzam tym razem moich Miejsc Szczegolnych... jak np. domu w ktorym spedzalam wszystkie wakacje do wieku ~20lat. ech. no trudno sie mowi. z dwojka dzieci i majac do dyspozycji maly samochodzik... tak juz bedzie i tyle.
przyznam sie szczerze ze wcale nie lubie przygotowan, pakowania, przemyslania co i kiedy i jak... lubie juz tam byc. o. i tyle.

serducho 23. stycznia 2006 16:07:00

Komentarze (2)


odszedles...

... ktory uczyles poezji
pelnymi prostoty wersami...
ktory nazywales uczucia - po prostu uczuciami...
ktory pomagales nazwac to co nienazwane...
i to klebowisko w glebi duszy
dzieki tobie znalo ujscie...
po graficie olowka przez papier wprost do serca...

a ja cichutko dzis sobie lzy ocieram...
i szepce w strone nieba - dziekuje ci...
Janie Od Biedronki...

serducho 18. stycznia 2006 23:39:00

Komentarze (2)


spacerek...

okolo 8 rano planuje - idziemy na spacerek czy nie? dzisiaj padlo na: idziemy. ok 9 zaczyna sie wiec: pozmieniac pieluchy, poubierac (i dylemat odwieczny: w co poubierac zeby bylo im cieplo ale coby sie nie spocili?), zmienic moje portki "podomne" na jakies takie "do ludzi" (padlo na dzinsy oczywiscie),ubrac jedno tak zeby sie drugie nie darlo, wyskoczyc do garazu po wozek, zapakowac Mniejsze w kombinezon i wozek, pomoc zejsc po schodkach Wiekszej, w miedzyczasie gdzies ubrac jakas kurtke, zamknac drzwi uff. prawie dziesiata. idziemy sobie. tuz przy styku podjazdu z ulica lezy sobie zakretka po jakims napoju malowyskokowym. "what's this?" pyta. "smiec" mowie. "garbage" przetlumaczyla sobie Spryciara. "chodz idziemy dalej" lapie ja za raczke. Dziecie Moje wyciaga druga lapke, macha i mowi: "bye bye garbage!" na tyle glosno, ze sasiad znaprzeciwka sie na nas dziwinie patrzy. "cicho!" sycze. ale gdzie tam. no co sobie sasiad pomyslal, to jego sprawa... idziemy dalej...  Wieksza zachwyca sie kazdym smieciem... nagle zauwaza cos czarnego na ziemi. przemknelo mi przez glowe ze to moze jaki zwierz alboco, i nawet sie przez sekunde zastanawialam - moze sie wystraszy??? wystraszy, akurat! podeszla, pochylila sie nad Tym Czyms i pyta: "what's this?" (nie przebije sie z polskim "co to?"... )podchodze i ja blizej, patrze - czarny pompon od czapki. "pomponik" mowie. Wieksza mysli, mysli i wypala: "glowa!" taaa. ktos zostawil glowe na chodniku... (choc zeby byc uczciwym do konca, moglo to tez oznaczac wlosy, bo Pomyslowe Moje Dziecie na wlosy tez mowi glowa) ech... idziemy dalej. przechodzimy obok sklepow: "what's this?" - "reklama"- mowie. "what's this?" - "pani" - "hi pani! bye pani!"  ups. no ok. "what's this?" - "kosz na smieci", "what's this?... telefon!!!!" i juz sluchawka zdjeta i Wieksza zaczyna rozmowe... " halo??? halo??? yes, yes! bodzenia*!" udalo sie jakos przekonac ja ze idziemy dalej. kilka krokow udalo sie ujsc... "telefon!!!" i apiac to samo... wreszcie kawalek prostej drogi... sklep zamkniety, ciekawe dlaczego, przeciez juz po 10. nie to nie, idziemy sobie... zrobilismy male kolko, w efekcie czego Mniejszy zasnal sobie slodko. Wieksza biega, ucieka, chowa sie, pokazuje na ptaszki, drzewka tudziez smieci, o dziwo dzisiaj nie zapiera sie zadnimi lapami ze chce na raczki. za to w polowie drogi mowi: "do domu! cookie!" zapewniam ze owszem, w domu sa ciasteczka i ze oczywiscie juz do domu idziemy. nie dala sie namowic na ani kroczek wiecej:) i cala polka od nowa tylko w odwrotnej kolejnosci: Wieksza do domu, Mniejszy do domu, wozek do samochodu w garazu, rozbieramy sie, Mniejszego i Wieksza, Wieksza sobie zazycza ciasteczka i mleko, Mniejszy sie niestety zbudzil i tez cos chce, aczkolwiek nie wie co. Wieksza sobie zazyczyla pomarancze, nie chcialo mi sie obierac wiec dalam banana, zaaprobowala. Mniejszy wyplul smoczek i rozdziawil paszczeke. oho, tez chce banana. odlamuje polowe, skubie palcami zeby cos mial i przestal plakac, trzecia reka wyciagam talerzyk i widelec, rozdziabuje banana, Mniejszy beczy bo juz zjadl to co mial w buzi, zakladam sliniak, sadzam na bujaczku, zajada. ufff. w TV balet dla dzieci , Wieksza z zainteresowaniem oglada, Mniejszy zajada. skonczyl sie balet, krzyk, bo chce jeszcze, nie ma, i o. w koncu Wieksza decyduje sie ze jest czas na drzemke, biore wiec oboje na gore, zmieniam Wiekszej pieluche, klade do lozka (!!!!!!!tadam!!!!!!!) i przynajmniej jedno mam z glowy. zmieniam pieluche Mniejszemu, siadam przy kompie z nim na rekach, wierci sie, moze zasnie tez? klade na lozku (naszym) sama zalegam obok, po kilku minutach Mniejszemu sie oczka zrobily malutkie i przymruzone, biore wiec go do lozeczka, wlaczam muzyke i pelna nadziei opuszczam jego pokoik, siadam za kompem i pisze te notke. ufff. jest 12:30...

_________________________________
* "bodzenia"= do widzenia :)

serducho 13. stycznia 2006 18:41:00

Komentarze (2)


takie sobie coski...

Synusiowi ida zabki. ida i ida, i ida... przeciez on dopiero za kilka dni skonczy 7 miesiecy, a juz posiada zebow sztuk 6. Corcia jak miala bodajze 7miesiecy dostala pierwszy zabek. a raczej zabki dwa, bo dostala dwie dolne jedynki... a ten juz ma szesc...
i bawi sie tak slicznie ten Zebatek... (taki jest w tym rozny od swojej Siostrzyczki... ) potrafi dobre pol godziny bawic sie jedna zabawka... np te kulki :

dostal na Mikolaja, i potrafi dlugo sobie je brac do raczek, przekladac, potrzasac, wybierac nastepne... planuje za reszte pieniazkow ktore dostal od tutejszego Dziadka (Opy) kupic mu takiego zolwia, ktoremu w skorupe sie wrzuca te kulki i sobie tam moze nimi memlac. zobaczymy.
Lobuziak maly, zaczepia Swoja Siostrzyczke, ciagnie ja za wlosy (mnie zreszta tez, bez milosierdzia zupelnie!), smieje sie w glos jak ona sie wyglupia, zabiera jej zabawki:) Siostrzyca sie troszke zlosci, ale tak bez przekonania:)

slodkie moje Grzdyle Dwa...

Corcia sie rozgadala. w sumie w obu jezykach, ale angielski ciagle kroluje. rozumie doskonale oba. natomiast mowic woli po angielsku... i trafia mnie nie powiem co jak mi ktos mowi: "bo tak pozwolilas" "bo nie nauczylas". srutututu. co to znaczy pozwolilas? czy to znaczy ze reagowalam na angielskie slowa? tak reagowalam i reagowac bede, dopoki nie bedzie w stanie rozumiec tego ze do Mamusi mowi sie po polsku. przeciez ona potrafi powiedziec do mnie: "mama szukaj dolly", albo : "gimmie piciu piciu please!"

ale przebojem ostatnich dni jest... "fake"(fonetycznie)... pewnego dnia  po kapieli Moje Szczescie pyta Corci czy chce "sleepy sleepy" (jak nazywala zawsze smoczek), na co odparla ze nie chce. no ok, nie chce to nie. wiec ucalowalismy dzielna Dziewczynke na dobranoc, i chcemy wychodzic, az tu nagle slyszymy krzyk:"fake fake!" ozesz. patrzymy po sobie - ktores znas klelo przy niej? ja podejrzewalam juz Moje Szczescie, bo jesli w ogole uzywam jakichs ostrych slow to przeciez nie angielskich! Szczescie nagle zaswiecilo oczkami i mowi : moze "froggy"(zabka)? no tak, po kapieli, w ktorej ma rozmaite kaczuszki, zabki i inne stworki - moze akurat chce zabke? wzielismy wiec zabke, dajemy Rozdartej Corci, a ona krzyczy jeszcze glosniej : "faaaaaaaaaaake faaaaaaaaaaaake!" matko jedyna... zeby nie powtorzyc za Corcia: "o F&%#!"... 20 minut sie glowilismy. az w koncu mnie sie zapalila ta eureka przed slipiami!!!! ona chce smoczek!!! przypomnialo mi sie jak jej mowilam ze smoczek to sie nazywa smoczek... a ona wlasnie tak jakos koslawo po mnie powtorzyla... ale zeby zaraz fake????

serducho 08. stycznia 2006 02:59:00

Komentarze (3)


Nowy Rok...

... witalismy kameralnie ...

... dzieci zrobily nam te uprzejmosc i nie obudzily sie w trakcie odliczania do polnocy... :o)

... a wiec byly zyczenia, drzacy glos, lezka w oku... ze szczescia... ze trafilam w koncu na to Moje Szczescie, i ze juz jest tylko Moje ponad 4 lata... i ze mamy Nasze Szczescia Dwa... i ze...

***

serducho 04. stycznia 2006 03:02:00

Komentarze (3)


szczesliwego...

Nowego Roku!
i obyscie ten stary rok zegnali w lepszej kondycji niz moja... wlasnie sie zasmarkalam, leci mi z oczu i z nosa i mam to wszystko w...!

Do siego!

serducho 01. stycznia 2006 02:57:00

Komentarze (3)