hop na strone glowna

codzienne

nasz chleb powszedni... ;)

pieczenia fazy ciag dalszy. smigielka nawet dostalam jakiegos w minony weekend, albowiem odwiedziala nas MSowa bratanica :) no i skoro ludziom smakuje... ;) chlebus pelnoziarnisty, muffinki czekoladowe, kolejnego dnia - buleczki cynamonowe:

 

pyyycha wyszly :)

a teraz dzieciaki maja tydzien ferii... kupilam sobie herbapolowska herbatke - melisa z wanilia... moze jakos przezyje ;)

 

 

 

 

 

serducho 15. marca 2010 19:37:00

Komentarze (6)


faza ;)

kuchenna faza. na gotowanie znaczy taka. trwa. co wiecej - mam wrazenie ze sie poglebia ;)

wczorajszy eksperyment (moje wlasnie wariacje na temat "shepherd's pie") zakonczyly sie sukcesem. niech bedzie ze polowicznym - poniewaz wyszlo takie z malym "kopem" (ostre troszke znaczy) dzieciaki odmowily jedzenia i dostaly sos z poprzedniego dnia :) ja bylam jednak w szoku jak takie proste cos moze byc pyszne :)

a kilka tygodni temu uslyszalam cos czego sie jako zywo uslyszec nie spodziewalam... mianowicie bratanica meza powiedziala takie cos: "ciocia, ja kiedys bede musiala do Ciebie przyjechac na weekend i ty mnie nauczysz tych wszystkich sekretow kuchennych..." zaszklily mi sie oczy... bo mowi to dziewczyna ktorej mama wspaniale gotuje i dluzej ode mnie... ja nie wiem na ile to bylo kurtuazyjne takie... ja wiem ze jako zywo sie nie spodziewalam czegos takiego uslyszec...

dzis pieklam placek z jablkami. zdrowotny ;) a jakze, bo ja ostatnimi czasy wlasnie w kierunku pelnoziarnistej maki i minimum tluszczu sklaniam... ciekawe jak smakuje :)

serducho 11. marca 2010 01:58:00

Komentarze (10)


gadu gadu gadka...

no tak, olimpiada sie skonczyla to nie ma o czym gadac? :) nie do konca. otoz ostatniemi czasy jestem (a przynajmniej udaje ;) ale dobrze mi to udawanie idzie hihihi) zapracowana kobita :) jedyny relaksik to godzinka rankiem ze sniadankiem i serialem (z DVD odtwarzanym ;) "The Cosby Show". aktualnie moj number one, zdetronizowal Friendsow ;)

otoz ostatnie dwa dni spedzilam na stojaco w dloni dzierzac orez w postaci zelazka (ze zelazko moze byc niezla bronia wiem na pewno, uwierzylam Guciowi z "Tajemnicy"-wiadomej Autorki ;) ). wyprasowalam WSZYSTKIE koszule jakie maz posiadal. z dlugim rekawem. oraz ze 6 par portek mezowskich, jedne portki synowskie, 3 pary portek wlasnych, jedna wlasna bluzke i 3 koszule synowskie. oraz ilestam koszul mezowskich z krotkim rekawem. oraz 4 duze i 3 mniejsze obrusy. ufff. dzisiaj i jutro czeka mnie porzadkowanie domu, jakoze na sobote sie zapowiedzial szwagier z cora, przy czym szwagier bedzie pomagal Bratu Swemu (czyli MS :) zeby nie bylo niedomowien;)) w ciezkich pracach remontowych ;) a cora jego zdaje sie zostanie na 3 dni. ha! w zwiazku z tym - czeka mnie sprzatanie...

 

wczoraj z glupia frant o gdzinie 22, postanowilam wyprobowac przepis na „banana bread" ktory mi wpadl w lape... byl tak absurdalnie prosty, wrecz smieszny ze nie mial prawa sie udac.. .a  tu taka siupryza:

banana bread2

zeby bylo smieszniej - zapomnialam dodac cukru.. .a i tak niebo w gebie!!!

 

tymczasem pojechalam na zakupy, wrocilam z mnostwem potrzebnych rzeczy (ja NIGDY nie kupuje niepotrzebnych, nieprawdaz :P) oraz kubkiem darmowej kawy. no bo jak daja to brac tak??? :) ze slynnych "Golden Arches" jak zwyklismy nazywac ostatnimi czasy (no od ponad roku... ;) ) poczciwego McDonaldsa ;) no to chlusniem ;) zdrowko! :)

serducho 04. marca 2010 14:40:00

Komentarze (12)


oh Canada ;)

no to po ptokach tak? jeszcze pieknie sobotnio, pieknie i dla Moich-Naszych i Naszych-Naszych... niedziela piekne ukoronowanie ;) a teraz liczenie kasy, i sprawdzanie czy sie zmiescili w planowanym budzecie a raczej o ile sie nie zmiescili... bo dowozenie sniegu, bo nieprzewidziane wydatki...

no i dzialo sie. nie mozna powiedziec ze nie... roznie sie dzialo, i dobrze i zle... i zaniedbania byly, ale tez i serdecznosc, cieplo... poczucie jednosci jakies  inne takie niz zwykle... i w zlem i w dobrem... przynajmniej ja to jakos tak odczuwalam...

 

... no i teraz juz nie bedzie na co zwalic, trzeba bedzie wrocic do smarkow i kaszlow, do zwyklych codziennych trosk i radosci ;) poki co- obadwa zasmarczone i zakaszlane (w roznym stopniu), a za oknem zima...

serducho 01. marca 2010 15:07:00

Komentarze (5)


na stos!

a co! tyle ze nie czarownice. otoz gdyz bo poniewaz trzeba isc z "prundem". "modom" znaczy. "trynd" taki czytelniczy sie wyksztalcil czy cosik ;) i kazdy ma swoj stosik ;) ksiazek do przeczytania. uwiecznilam i ja, i juz widze ze nie uwzglednilam conajmniej 4 ksiazek w zbiorku anglojezycznym. no ale nic to. otoz i moje plany czytelnicze na najblizszy czas. nieokreslony ;)

stosik polskojeyzczny:

Photobucket

i stosik anglojezyczny:

Photobucket

melduje iz pierwsza ksiazke z gory w polskim stosiku juz "zanapoczelam";) czyta sie nawet nawet, aczkolwiek nie jest to literatura zadnych tam wysokich lotow. czytadelko lekkie latwe i przyjemne... aczkolwiek rabie po stereotypach dosc znacznie i wywoluje salwy smiechu... :)  relaksujace! :)

stosik polskojezyczny wkrotce (no powiedzmy za kilka miesiecy ;) zostanie uzupelniony o rozne inne ciekawe ksiazki... liste wlasnie tworze, i wlasnie odkrylam ciekawostke taka - liste sprzed dwoch lat! dwoch i pol w zasadzie... trzeba by skonsultowac jedna z druga ;)

*Maciej Przepiera „Epidemia zamknietych serc" -

*Irena Matuszkiewicz  „Salonowe zycie", „przeklete, zaklete", „przebudzenie", „odkurzanie firmamentu", „czarna wdowa atakuje", „apetyt na kwasne winogrona"

*Manula Kalicka „Szczescie za progiem", „Wirtualne zauroczenie", „Tata, one i ja"

*Iwona Menzel „Z widokiem na Castello" „Zatanczyc czeczotke"

*Irena Wójtowicz „Obcy trup"

*Katarzyna Lezenska „Studnia zyczen"

*Malgorzata Warda „Srodek lata"

*Magdalena Lewanska-Kuypers „Wszystkie moje kaczuszki"

*Olga Saska „Bledne sciezki Armanda Sombrevala"

*Gacek, Szczepanska "Zabojczy spadek uczuc" (wiem,ze mnie druga czesc nie zachwycila, ale mimo wszystko ;) )

*MAnula Kalicka "Rembrand, wojna i dziewczyna z kabaretu"

*MAriusz Czubaj "21:37"

*Tatiana Polakowa (cokolwiek),

*Danuta Noszczynska: • Blondynka moralnego niepokoju • Historia nie Magdaleny • Hormon nieszczescia · Kufer babki Alicji • Moglo byc gorzej


*Maja Kotarska "gdzie ja mialam oczy", "nie klam kochanie", "klopoty z nieznajomym"

*Dorota Maslowska "Miedzy nami dobrze jest"

*Dorota Suminska "Autobiografia na 4 lapy"

*Marta Wegiel "Afera Kobana" "Pensjonat z gangsterem w tle"

*Magdalena Giedrojc "Mrowka w komputerze"

*KAtarzyna Gryniewicz "Truskawki z szamponem"

*Izabela Sowa "Scianka dzialowa",

*Tadeusz Lewandowski "Chmielewska dla zaawansowanych"

*Justyna Szymanska "Milosna szarlotka" "Gra o milosc"

 

..taaa... moze choc cos niecos z tego dorwe... ;) (choc juz teraz widze ze na pewno nie bedzie to zakup "na raz" ;) )

serducho 02. lutego 2010 05:40:00

Komentarze (11)


rozebrana...

...choinka oczywiscie, a co mysleliscie? ;)

czas na nia przyszedl, choc az sie zdziwilam w tym roku ze to juz trzeba rozbierac choinke! sztuczna oczywiscie mamy, wiec sie nie sypala ;) miejsca nareszcie dosc, wiec stala sobie sliczna taka :) swiatelka na automacie mielismy, wlaczaly sie o 17 i swiecily do polnocy :) powiedzialam MS zeby lampe stojaca teraz na ten automat wlaczyl bo mi jakos tak w tym kacie ciemno... :)

wczoraj zaeksperymentowalam z obiadkiem. zrobilam racuszki na jogurcie, z podsmazonym mieskiem z cebulka, cukinia i papryka. juz wiem ze pycha i juz wiem ze nastepnym razem bede probowac te cukinie jakos najpierw podsmazyc czy cos, bo bardzo sok puszcza i sie zrobilo takie mokrawe :) racuszki upieklam zamiast smazyc, bo po co zoladek smazonym obciazac :) i o dziwo - dzieciaki zjadly tez! Wieksza 2 racuszki, Mniejszy 1!!! szok! bo zwykle oni eksperymentow nie jadaja ;)

pomalenku zaczynam odliczanie do kolejnego Wielkiego Wyjazdu... ciezko tym razem, bo mial byc w zupelnie innym celu niz bedzie... tak czy siak - zobacze MOich Kochanych... a Oni zobacza... no tak, glownie o Grzdyle im chodzi lobuzom jednym ;)
przytule moja biedna Siostrzyce.. i sie powyplakujemy... ech!!! jeszcze troche...

 

serducho 01. lutego 2010 02:02:00

Komentarze (7)


coby troszke pozytywniej jakos...

... zakonczylam akcje "odchudzanie" :) przypadkowo rozpoczeta w lipcu 2009, slynna operacja usuniecia osemek ;) melduje poslusznie ze osiagnelam efekt taki, jakiego w najbardziej bezczelnych marzeniach sie nie spodziewalam osiagnac. mianowicie wage rodem z ogolniaka/pierwszego roku studiow... poszlo w dol okolo 18kg. wage zamierzam utrzymac. bo dobrze mi z tym brakiem tluszczu, brakiem oponek michelin, brakiem tych "love handles" czy "muffin tops" :)

ze idealnie nie jest to ja wiem, skora po dwojce dzieciakow sie naciagnela baaaardzo ladnie w okolicach pepka, aktualnie jest zmarszczona brzydka i w ogole be. do tego posiadam 3 blizny po laparoskopii. no i co z tego? :P ze tak powiem: zwisa mi to. i to doslownie :P

i bardzo prosze mnie nie straszyc jojem i innymi takimi. wykluczam taka ewentualnosc i tyle. o :P i niech jojo spada na bambus banany prostowac o.

i... poki co to jedyny pozytywny element jaki zauwazam obok sie... bo Wieksza pyskuje dalej, Mniejszy sie ostatnio zasmarczyl... MS wykancza piwnice... Siostrzyca miala znow gorszy dzien i... no...

ale przeciez w koncu musi byc lepiej prawda...??

 

serducho 29. stycznia 2010 03:37:00

Komentarze (7)


takietam nicwaznego...

mam tak ze conajmniej raz do roku zapraszam na lunch lub obiad mojego kuzyna. ktoren to jest zarowno ojcem chrzestnym Mniejszego :) nie ze wzgledu na scisle wiezi rodzinne jakie nas lacza... a ze wzgledu na to, ze na rodzicow chrzestnych wybieram ludzi przynajmniej zdeklarowanie wierzacych...

dzis wlasnie Kuzyn z dziewczyna swoja byli u nas na lunchu :) a coz za przyjemny i radosny czas :) Kuzyn przyjechal z prezentami dla dzieciakow - dwie gry "planszowe" - tzn jedna w wedkowanie (mordki rybek sie otwieraja i zamykaja i trzeba je lowic, ten kto wylowi najwiecej - wygrywa), jedna w restauracje (jest "chef" - przyjmujacy zamowienia, jest 3 papierowych klientow: koza, mysz i lis, sa papierowe potrawy i grupka kelnerow :) ). bardzo fajne gry obie :) po zjedzonym lunchu oczywiscie trzeba bylo pograc w te dwie gry :) Kuzyn i jego dziewczyna swietnie sobie radzili :)

fajnie jest nie miec do czynienia ze sztywniakami typu takiego co to "nie zniza sie" do poziomu dzieci, - wrecz przeciwnie, bardzo chetnie bawia sie i graja w gry z nimi :)

ja sama zauwazam ze chetnie gram w rozmaite takie gry :) i planszowe i inne rozmaite :)

...a wieczorem otworzylismy w koncu zalegle wino musujace "martini"... o... i teraz wlasnie mi w glowie to musujace szumi, oj szumi... ;)

serducho 03. stycznia 2010 05:39:00

Komentarze (6)


HAppy New Year! :)

heh, ziolowa nalewka nie jest zla. a raczej wodkowate toto bylo. pal go szesc. w kazdym razie bardzo milo bylo o :)

i dzis tez...

Photobucket


  No to jak tak, to Do Siego Roku!!!

serducho 02. stycznia 2010 03:26:00

Komentarze (6)


rozne takie te...

m.in. wywiadowki byly. bylam z dziecmi na nich bo tak sobie zyczono :) no i sie nasluchalam tylu fajnych komplementow o wlasnych pociechach ze mnei sie az serce uradowalo!! no bo ja wiedzialam ze moja Wieksza to wybitnie zdolne dziecko jest :) czyta juz od wiosny, liczy, i w ogole. wiedzialam ze na nia moge w tem temacie liczyc... natomiast nie wiedzialam ze Mniejszy radzi sobie wcale niegorzej! tak sie milo zaskoczylam ze mialam ochote te jego pania usciskac wycalowac i w ogole. oraz sie rozryczec. jak mi Pani pokazala jego prace... jak to sie Mniejszy potrafi podpisac (imieniem)... i wszystko, punkt po punkcie kojarzy i robi tak jak dzieci w jego wieku... to mi taki ogromny kamien z serca zlecial i potoczyl sie wniebyt... bo przeciez jeszcze rok temu dopiero zaczynal sie rozgadywac... jeszcze rok temu ledwo laczyl 2-3 slowa w zdanie... moj Boze...

pytalam pania jak sie Mniejszy ma do reszty tzn gdzie mniej wiecej, biorac cala klase pod uwage, by go umiejscowila? uslyszalam ze w srodku a moze nawet blizej przodu... niebo sie nade mna rozwarlo normalnie... strachy-niewidy poszly sobie w sina dal... i morda mnie sie cieszy i juz. o.

 

a co do Swiat zblizajacych sie to troszke nerwow w tym roku mnie czeka, bo wychodzi na to ze impreza Bozonarodzeniowo-urodzinowa (Tesciu ma urodziny) w tym roku wypada u nas :) co za tym idzie - obiad na 21 osob. no troche pomoga mi bratowe, bo tak jest przyjete ze kazdy cos przywozi, ale wymyslilam ze dania glowne to jednak ja zrobie bo przeciez nie beda wiezc po 80-100km pieczeni np. czy czegos takiego :)

no i juz mam ochote na pieczenie pierniczkow. i w tym roku mysle ze rowniez napieke amoniaczkow! a co! tylko MS nie bede mowic ze to na amoniaku ciastka bo on uwaza ze sie struje :) hehehehehe :))

 

serducho 08. grudnia 2009 23:55:00

Komentarze (4)