hop na strone glowna

marudzone

popsulam sie.

kurna olek. normalnie wysiadlam i juz. tzn moze nie ze calkowicie. ale glosowo na pewno. bas mi sie jakis taki zrobil, a mowia ze najnizszy glos kobiecy to co? kontr-alt? taaa.. moj kwiko-skrzeko-tubalny "glos" przeczy wszelkim normom i jednak chyba blizej mu do basu (basa?)  niz czegokolwiek innego...

w kazdym razie - wcale mnie sie to nie podoba. o.

Mniejszy usmarczony, juz od kilku tygodni z malymi przerwami, no tak, szczepionka "naprzeciwko" grypie dzialac przestala to mamy powtorke z rozrywki... Wieksza lepiej sie trzyma aktualnie :)
MS tez zaniemogl na chwilke wokalnie, aczkolwiek w jego przypadku zmiana mi sie sadystycznie podobala (wredna maUpa jestem, wiem), bo mowil tak przepieknym glebokim basem... mmmmm...
no ale ozdrowial (prawie) i bas szl.. tentego. szlaczek jedwabisty trafil tak? :D

cos mi sie poza tym w leb zrobilo i maluje sobie paznokcie od jakiegos juz czasu, w glebokim powazaniu majac to czy to sie komus podoba czy nie. to jest moja kuracja antyobgryzeniowa - jesli pomaluje to nie zre. przy czym "pomaluje" nie obejmuje w zadnym wypadku bezbarwnych lakierow... o nie. kolor musi byc konkretny, najlepiej rzucajacy sie w oczy...  inaczej - obgryze mimo lakieru.
a wiec - kolorek na dzis:

a co!!!!!!!!!

serducho 26. czerwca 2011 20:43:00

Komentarze (13)


bedzie paskudnie. wrazliwi - no. wiadomo. nie czytac tak? :)

no nie no tym razem nie zatwardzenie... (raczej wrecz przeciwnie, ale w innym sensie... :/ )
jakos tak po prostu. brak weny czy cos. mniejsza z tym.

wlasnie przezylam (i mam nadzieje ze moge powiedziec w czasie przeszlym!) dziwne paskudztwo. w sesnie zatrucia pokarmowego z fanfarami... pff. otoz w czwartek na obiad byla paskudna, sztuczna pizza (w sensie no-name brand, tania i zwykle smaczna... a ze juz kiedys mnie poszkodzila - no coz. u mnie zawsze to na bledach uczenie sie kulalo..)... w piatek rano pieknie mnie przeczyscilo... no nic, mysle se - nie pierwszy to raz i nie pewnie ostatni tak? no wiec pieknie sobie posmigalam na fitnessa. po powrocie mnie przeczyscilo raz kolejny - ohoho. niedobrze... ale nic to. potem zaczelo mi byc zimno. wzielam verdin na wspomaganie tychtam roznych wewnetrznych. niby pomoglo. (wmiedzyczasie te tam biliony pozytywnych bakterii) potem zaczelo mi byc bardziej zimno. sprawdzilam - 37.7. no nic. zawinelam sie w kolderke i kimnelam (wspomnialam juz ze mam kochanego Mezusia? :) zajal sie dzieciakami bez slowa...) o 19 znow poczulam zoladek... poprosilam go zeby mi przyniosl takiej wodki ziolowej (tak tak, alkoholem sie leczylam ;) )przyniosl. wypilam. nooo rozgrzalo mnie. ok. 23 mialam juz 38.1. wiec dla odmiany przeciwgoraczkowa, bo przeciez alkohol se juz wyparowal. no i fajnie. do rana dospalam. rano wydawalo mi sie ze super. wstalam. oho, cos mi w glowie zakolowalo... ale nic to mysle spalam z przerwami 12 godzin to jak ma mi nie kolowac? siadlam przy stole (mezus sniadanko przyszykowal). jakos sie nietego poczulam... poszlam w kibelek. bede rzygac? nieeee... bede co innego robic? nieee... no to wychodze... i przecknelam sie w pokoju na podlodze. lezalam. musialam sie resztka swiadomosci polozyc zanim zemdlalam bo mezus nie slyszal zeby co lupnelo... nosz kurka! nic to. polozylam sie, przekimalam do 11... i chyba sie mnie polepszylo w koncu... pfff. ki czort? :/

a poza tym - w miare. doszlam do siebie po wyjezdzie MOjej Kochanej Siostrzycy...

a poza tym to sa takie rozne problemy... (nie zdrowotnej natury) za ktore trzymac kciuki prosze :(

serducho 05. czerwca 2011 01:55:00

Komentarze (8)


sie nie zgadzam!!!!

a co! se oficjalny protest zglaszam. nie wolno mi? na wlasnym prywatnym zapyzialym, ale kurnajegoraz kochanym blogu? wolno mi. no. (se pozwalam sama tak? jak to bylo z tym sterem zeglarzem i okretem? a, nie, to zdaje sie do singli...) no wszystko jedno. uprzedzam zem trzezwa jako to prosie. oraz uprzedzam ze bedzie dziwnie.

otoz nie zgadzam sie po pierwsze na to ze jest mroz a nie ma sniegu. no nie ma no, bo to co spadlo to ja nie wiem... ziemi nei przykrylo, phi! kurna mam trzy rozne szufle i sobie zycze ich uzyc!!!!!!!!!!!! oraz zycze sobie zeby moje dzieci mogly sie na sniegu wyszalec o!

nie zgadzam sie po drugie na to, ze sie mi dom nie chce sam sprzatnac. czekam i czekam zeby ten... no jakby to tak ladnie... balagan - o! no wiec zeby sie ten balagan sam sprzatnal a tu ni du-du... pffffffffff!!!!!!!!!!

no i po trzecie (i zdaje sie ze ostatnie) sie nie zgadzam na to zeby mnie te Swieta nie cieszyly. nie zgadzam sie na to zeby mi wyciskaly lzy z oczu... nie zgadzam sie na to zeby tesknota powrocila po ilustam latach, i to wydaje sie miec podwojna czy nawet potrojna sile... tak strasznie, strasznie bym chciala jeszcze choc raz w zyciu spedzic Boze Narodzenie z MOimi Kochanymi :( ech...w myslach jedynie... gdy przymruze oczy... bede widziec Mame krzatajaca sie w kuchni, Tate czekajacego na gotowe... Siostrzyce ktora popoludniem z pracy wroci...
jakie to wszystko trudne :((((

... a tak juz bylo dobrze przez ostatnich kilka lat... nie wiem co sie stalo, nie wiem skad ta tesknota... moze dlatego, ze niedawno tam bylam...? ech :(

no dol, prosze panstwa. i nawet radio w ktorym od dwoch tygodni juz spiewaja Jingle bells i Santa Claus is comming to town - nic nie pomaga :(((

bu.

:(

serducho 09. grudnia 2010 01:54:00

Komentarze (6)


dwie dziurki w nosie...

...i skonczylo sie.

i doopa prosze panstwa mowiac kulturalnie o. :(

doopa do odwolania. :/

serducho 25. października 2010 19:00:00

Komentarze (5)


do doopy - c.d.

no bo po co ma byc dobrze nie? no. kurka. otoz prosze panstwa szanownego, w tak zwanem miedzyczasie okazalo sie ze Mniejszy ma zapalenie ucha (prawego) oraz ja, stara krowa, mam zapalenie ucha (lewego). antybiotyk dostalismy otoz, sobie uskuteczniamy. taaaa....

zastanawiam sie ile pastylek na kaszel czlowiek moze zezrec zanim sie porzyga? wykonczylam wszystkie propolisowe resztki jakie mialam, strepsils aktualnie leci z ricola na zmiane. dzis dokupilam herbapect i syrop tymiankowy... wrrrrrrrrrrrrrr

 

z pozytywow poki co - zaczelam pakowac walizy. poki co prawie 3 z czterech zapakowane.

jutro Lakus zostanie wywieziony na wywczas ;) wroci z potencjalnym kumplem... he. to sie bedzie dzialo...

 

... a wszystkich BARDZO uprzejmie prosze o trzymanie kciukow i innych detali, a wierzacych o zdrowaske. wszystkich zas o cieple ZDROWE mysli ;)

serducho 02. października 2010 21:14:00

Komentarze (5)


do dooopy proszepanstwa i tyle o. :/

no ale czego ja sie spodziewalam he? no chyba nie tego, zeby sie rok za przeproszeniem szkolny zaczal a Grzdyle trzymaly sie zdrowo tak? no przeciez to niemozliwe jest. taaaa... no ok. to Grzdyle ale jakim prawem mnie jakies cholerstwo zlapalo???? i to na NIECALE 2 tygodnie przed PRZELOZONYM (ze wzgledu na zachciewajki szanownego WULKANU) Wielkim Wyjazdem???? no w morde jeza no!!! ja BARDZO prosze Tego Tam Na Gorze coby uwzglednil takie oto fakty:

1. wyjazd jest przelozony o pol roku. no.

2. nie widzialam sie z MOimi KOchanymi 2.5 roku.

3. MOi KOchani nie widzieli swych Wnukow (tudziez Siostrzencow) przez 2.5 roku.

4. jedziemy TYLKO na 2 tyg...

wiec ja BARDZO prosze, naprawde no.... :(

kurka.

i w morde jeza o.

* * *

a Lakus wciaga... no nie trawke no ;)

o:

serducho 27. września 2010 03:33:00

Komentarze (4)


tak wiec mosci panowie i moscie panie - krotko mowiac...

... doopa. tak. i goowenko, coby bardziej elegancko bylo. i w morde jeza i w ogole. pffffffffff. czemu musze miec tak pogrzane geny? czemu akurat to musialam odziedziczyc w spadku po rodzicach? moglabym piekne kruczoczarne wlosy po Tatku nie? ewentualnie geste, ciemnobrazowe po Mamusce :( to nie. cholerny cholesterol musialam... :( a tak sie ludzilam i mialam nadzieje ze go przechytrze drania skubanego :( przeciez ta zmiana diety, to wszystko, nie tylko po prostu zeby sobie schudnac i z przyjemnoscia w lustro popatrzec, ale gdzies tam w srodku kolatala mi sie nadzieja, ze w morde jeza moze a noz? ze moze te geny przechytrze... a tu goooooowno. :( a wiec witajcie tabletki :( pfff :((( w morde... :( o tak bym zrobila temu cholesterolowi o:

zeby se kurna jego raz poszedl w kosmos :( ech ech... :(

a tu sie nie da... :(

/a co do fajerwerkow to wczoraj bylismy na imprezie u znajomych, zakonczonej wlasnie takimi cudenkami... pierwszy raz w takim czyms bralam udzial ;) cudo!/

serducho 03. lipca 2010 03:43:00

Komentarze (4)


jakostak...

jakos mi tak lichowiejak... niby w porzadku w zasadzie... oprocz tego, ze skonczy sie moja codzienna trzygodzinna wolnosc... ech... do dobrego sie tak latwo przyzwyczaic ;) a Grzydle sa kochane ale... chyba po prostu juz za dlugo je mam 24h na dobe... za dlugo jestem Mamuska na full time... sie troche jakby wypalam czy cos??? :( normalnie mnie wizja wakacji przeraza i tyle o...

poza tym zmieniam sie w wezyce czy cos. skore zrzucam znaczysie... jak glupia jakas w poludnie i upalny dzien lazlam sobie w bluzeczce na ramiaczkach... myslac nie wiem co? ze mnie te promienie sloneczne nie dotycza?? pff...

przyniosly dzieciaki swiadectwa - wszystko ok. leki i strachy zwiazane z Mniejszym poszly precz, 3 sprawy do pracy nad nim pozostaly. 1.trzymanie nozyczek :) moj geniusz bowiem trzyma je tylem do przodu i tnie "dosie" zamiast "odsie" ;) 2. poczucie osobistej przestrzeni. chodzi o to zeby nie wchodzic drugiemu dziecku w przestrzen osobista. taaa. to u 4-5latkow to moze roznie zdaje sie wygladac... 3. koncentracja wybrakowana. w sensie latwo sie rozprasza. no. tez sie zdarza. Pani D. mowi ze absolutnie nie ma czym sie przejmowac to sa rzeczy ktore sie zdarzaja a nasz Mniejszy w ogole taki wielgasny krok do przodu zrobil w porownaniu do wrzesnia ze hohoho! tez sie zgadzam ze hohoho ;)

Wieksza - jak zwykle swietnie :) u niej kuleje umiejetnosc zazegnywania konfliktow z rowiesnikami. no to niech se kuleje, nie kazdy musi byc mediatorem tak? no. moje zdolniachy! :)

serducho 30. czerwca 2010 01:31:00

Komentarze (5)


przezylam!

az sie sama dziwie. naprawde. bo to takie pewne nie bylo znowu... tzn bez przesady, zagrozenia zycia bezposredniego nie bylo, natomiast zagrozenie utraty zdrowia psychicznego - jak najbardziej. co sie stalo? ano niby nic... Wieksza sobie zaprosila kolezanke coby ta przyszla "sie pobawic"... matko moja... kolezanka musiala miec wszystkeigo zawsze wiecej i lepsze niz ktorekolwiek z moich dzieciakow. czyli jesli Webkinz, to ona ma 29 sztuk! TyBabies - o, ma 99 sztuk! no i tu juz nie zdzierzylam, bo rodzicow ma przy zdrowych (w miare)zmyslach i na pewno az tylu by jej nie sprawili, wiec sie wycofala z 99sztuk, na rzecz "bo mam duuuuzo"... ta... poszly z Wieksza grac w komputer... gra wygladala tak, ze Kolezanka usiadla przed komputerem Wiekszej i powiedziala: teraz moja kolej... matko moja, zacisnelam usta i powtarzam sobie: cicho badz, cicho badz... bo chce Wieksza uczyc asertywnosci...  faaajnie. po ok godzinie Wieksza sie zbuntowala i powiedziala ze teraz jej kolej. na co Kolezanka sie obrazila, poszla do sypialni Wiekszej i zaczela czytac ksiazke. i powiedziala ze nie wroci "sie bawic" chyba ze jej kolej bedzie na komputerze... i ta moja sierotka sie zgodzila... ta...w pewnym momencie nie zdzierzylam poprosilam Wieksza na strone i mowie: dziecko drogie przeciez to nie jest tak ze musisz robic co jej sie podoba, chyba masz swoje zdanie w jakichstam sprawach?  ech...
a zawsze mi sie wydawalo ze to ja mam lobuzy, nieusluchane dzieci i tak dalej... oj chyba zaczne odszczekiwac ;)

2 godzinki minely dosc szybko w sumie, aby odreagowac... nalepilam pierogow z truskawkami na obiadek o. zjedlismy wszystkie. a nalepilam cos z 70 sztuk. mniam! :)

ufff. dobrze ze koniec roku za pasem, Kolezanka sie przeprowadzila i w przyszlym roku do tej samej szkoly co Wieksza chodzic nie bedzie. Kolezanka nie bedzie ,znaczy, bo Wieksza jak najbardziej :)

serducho 12. czerwca 2010 07:07:00

Komentarze (5)


zdechlam tak? no. to sobie pomarudze. o.

zaczelo sie od Wiekszej. smarala, kaszlala, kaszlala, smarala - zarazila Mniejszego... Mniejszy sobie zagoraczkowal, smaral, kaszlal, kaszle jeszcze  troche w zasadzie... zarazil Wieksza. smarala, kaszlala, kaszlala i kaszle. i smara sie troszke. stany podgoraczkowe. no wiec ilez ten moj biedny organizm moze zdzierzyc? to sie poddal i teraz ja sie smaram, kaszlec to tak srednio ale mam jeza w gardle. oraz jakas goraczke. tzn aktualnie sobie sie waham w granicach stanu podgoraczkowego a niskiej goraczki... o 3 w nocy slabym glosikiem poprosilam MS zeby mi przyniosl jakas tabletke i cos do picia. to ryzyko bylo z mojej strony bo wybudzony z glebokiego snu MS sie moze zachowywac rozmaicie ;) zmell w ustach przeklenstwo, mruczac pod nosem cos, w co nie wnikam poszedl i przyniosl. kochany MS :) no i tak sobie siedze. czekajac coby przeszlo...

w niedziele kombinowane party planujemy dla Mniejszego i jego kuzynki. kuzynka ma 18tke, ale to szczegol taki ;) dla rodzinki impreza wygladalaby tak samo jak kazda inna, wiec nie ma problemu. a dla znajomkow sobie moze na przyszly weekend cos wyprawic.. czy tam jakos zaszalec wyjsciowo.

ech, coby tylko grzdyle sie wtornie nie zarazily ode mnie tym razem... :/

serducho 02. czerwca 2010 15:07:00

Komentarze (5)