juz. wrazliwi - nie czytac!

od wczoraj na silnych prochach przeciwbolowych. ale w domciu:)

co do narkozy - nic mi sie nie snilo. anastezjolog nie byl przystojny niestety. chirurg bardzo sympatyczny, szescdziesiecio-szescio-latek ;o) pielegniarki mile. studentka tez. przygladala sie tylko operacji - ciekawe czy zemdlala? zanim "odplynelam" slyszalam jak prosila czy moze sobie usiasc... ciekawe czy tak strasznie wygladalam czy cos? "wywiercili" mi w brzuchu 3 dziury. jedna kolo pepka, druga wyzej i z prawej strony, a trzecia pod mostkiem. pozaklejali je jakimis plasterkami, ktorych mam nie ruszac przez tydzien. obudzilam sie po operacji ze strasznie suchym gardlem. a oni mi tylko gabeczke do possania dali!!! niech se sami ssaja, ja chce pic! no nic - wytrzymalam. w sumie w szpitalu spedzilam... 6 godzinek. po 4 godzinkach zadzwonili do Mojego Szczescia zeby sobie mnie zabral. no to ochoczo zabral. w domciu tak sobie odplywalam w sen i budzilam sie... co 4 godziny 2 tabletki rpzeciwbolowe. bolaly mnie plecy i brzuch - pod zebrami. mowili ze to normalne - w czasie laparoskopii pompuje sie brzuch... mowiac w skrocie - robili mnie w balona hjehjehje! 
pytalam chirurga czy widzial te kamyki (niestety mi nie dali!!!! buuuuuu!!!!) - mowil ze nie otwieral woreczka, tylko caly wywalil, ale mowil ze ich tam bylo sporo! no to dzieki Ci Panie Boze, ze sie pozbylam tego swinstwa!!!!

teraz jeszcze tylko dwie wizyty u dentysty... i mozna odliczac dni do Wielkiego Wyjazdu!!!!

a wszystkim serdecznie dziekuje za zdrowaski:)

serducho 27. lutego 2004 17:38:00

Komentarze (8)


Bez tytułu

...boje sie...

serducho 26. lutego 2004 01:00:00

Komentarze (9)


czwartek.

no i juz. w czwartek. i bedzie spokoj. najlepiej tak z zaskoczenia. nie ma czasu sie za mocno martwic. czwartek jest juz pojutrze. pojutrze pozbede sie tego swinstwa ktore nie daje mi normalnie funkcjonowac. no oczywiscie o kamieniach w woreczku zolciowym pisze. dzisiaj w nocy kolejny atak chcial przyjsc. jak zwykle - zrobilo mi sie upiornie zimno, dreszcze... o nie! - pomyslalam sobie - i poprosilam o "lekarstwo" z przepisu mojego taty. czyli o kieliszek wodki. najsmieszniejsze jest to ze... pomoglo. zasnelam martwym bykiem i spalam do ok 4:30. wtedy bowiem sie Oliwce zachcialo gadac.

zastanawiam sie jak to jest pod narkoza. czy cos sie sni? jakies koszmary czy jak? i w ogole... jak to bedzie jak sie zbudze...

boje sie...

w kazdym bardz razie - czwartek nalezy miec w szanownej pamieci i zmowic zdrowaske. dziekuje za uwage.

serducho 24. lutego 2004 17:38:00

Komentarze (9)


brzoskwinka.

otoz wczorajszy dzien dla Oliwki byl dniem zapoczatkowania brzoskwinki... spotkala sie ona (brzoskwinka znaczy) z potwornym skrzywieniem, niemniej - zostala skonsumowana objetosc calej lyzeczki do herbaty! dzisiaj brzoskwinki dzien drugi - juz duzo mniejsze skrzywienia:)

a jak juz tak o jadlospisie Oliwki mowa - marchewka zmieszana z czymsis jest calkiem zjadliwa sie okazalo. np taka zupka na kurzym - za przeproszeniem - cycku, z ktorej wylawia sie kartofelka, marcheweczke, oraz przecedza troszke rosolku, nastepnie wszystko mieli sie w jakims mikserze na papke - calkiem calkiem i ochoczo znika w Oliwkowej "paszczy"... napawa to optymistycznie - ze moze zupka podobna wraz z tymze kurzym cyckiem (za przeproszeniem) zjadliwa rowniez sie okaze:)

a Tlusty Czwartek jakos przezylam. upieklam biszkopta z galaretka - oczywiscie poniewaz sie spieszylam bardzo powaznie (Oliwka sie walsnie zaczynala budzic, wiec chcialam zdazyc zanim sie zbudzi do reszty i zacznie plakac, wiedzac ze po prostu boi sie robota kuchennego*...) skaszanilam cosik w przepisie i zamiast 4 lyzek wody a szklanke cukru - dalam owszem szklanke cukru, ale i szklanke wody... po czym trzeba bylo dodac maki, no i calosc nie wyszla koncertowo.zjadliwe niemniej sie okazalo byc. kawalek owego biszkopta zjadlam i - o dziwo-nie poszkodzil!

dzisiaj na obiad ryz z jablkami - jedno z nielicznych dan ktore nie szkodza. jak na razie przynajmniej...

ech....

_____________
* jak byla jeszcze w brzuszku, w okolicach 6 miesiaca chcialam upiec placek, wlaczylam robota, a malenstwo malo mnie brzucha nie rozwalilo tak skoczylo!!!

serducho 20. lutego 2004 21:39:00

Komentarze (5)


a jutro...

...Tlusty Czwartek...

to moze jednego sucharka z dzemem wiecej na to konto?

ech...

serducho 18. lutego 2004 21:21:00

Komentarze (4)


matematycznie...

jaka madra maksyme ktos kiedys wymyslil:

umiesz liczyc? licz na siebie...

:o(

znowu dostalam po mordzie. duchowo oczywiscie. znowu moja naiwnosc odwrocila sie przeciwko mnie. znowu uwierzylam ludziom. uwierzylam ze dorosli ludzie sa odpowiedzialni za wlasne slowa...

ale juz tak mam. naiwna po prostu...

serducho 16. lutego 2004 23:44:00

Komentarze (5)


14 luty 2004

czyz nie jest sliczna???

serducho 14. lutego 2004 02:31:00

Komentarze (4)


wszystko zdarzyc sie moze... 13 - swiat w rozowym kolorze...

albo cos pomieszalam. ale chyba tak to szlo!

a z pioseneczek to Oliwka ostatnio reflektuje na: "sroczki placki piekly..." wiem wiem - malo to inteligentne, malo rozwojowe. ale sprobujcie gotowac obiad czy robic cos i spiewac bardzo inteligentne piosenki ze skomplikowanym tekstem. ja nie umiem. nie posiadam rozdwojonej jazni czy czego tam - podzielnej uwagi np. nie posiadam i juz. wiec spiewam malo inteligentne - cieszac sie ze pomagaja. taaa. przynajmniej nie ma szans przekrecic tekst. a magnetofon na Oliwke nie dziala. owszem - do spania tak, ale tak w ciagu dnia w sensie uspokajacza to tylko ludzki glos. i to nie falszywy.

wczoraj pierwsza zupka Oliwkowa (na kurzecej piersi ugotowalam kartofelki oraz marfefkem, potem to zmielilam z odrobina tego "rosolku) - zakonczona sukcesem. dzisiaj 3 krok w kaszkach - jakas tam mieszanka. zjadla te mieszanke ale jakiegos entuzjazmu nie bylo widac. ot - no dobra - jak juz dalas, to zjem. bedziemy obserwowac czy nie ma alergii, bo to juz bardziej "pelnoziarnista" :) (w skladzie jest maka z roznych zboz). soczek jablkowy w miedzyczasie. nierozcienczony - przywitany okropnym skrzywieniem pysia. nastepnego dnia rozcienczylam - no i to jest to:)

tak ze do przodu... a ze ja jem prawie nic... no coz...

po prostu sie boje jesc... w zyciu bym nie pomyslala ze mnie takie cos spotka... ale 5 godzin bolu w srodku nocy jednak jest wystarczajacym straszakiem...

serducho 13. lutego 2004 19:52:00

Komentarze (2)


p.s.

a zapomnialam o placku... o anarchyscie... i pewnie jeszcze o kilku osobach... wybaczcie!!!!

serducho 13. lutego 2004 19:43:00

Komentarze (0)


Bez tytułu

jakos tak sie nastroilam wspominkowo pod wplywem czytanych ostatnio i mniej ostatnio notek, ze tez chce:) a co. w koncu juz ponad rok...

zalozylam bloga w sierpniu 2002... wdepnelam do women. to byl pierwszy blog. zobaczylam numer gg i zaczelysmy gadac... na poczatku o blogu, potem juz o wszystkimi o niczym:) to ona wlasnie sprawila ze pisalam dalej...
potem - kolejnosci juz nie pamietam - zaczelam wdeptywac na blogi innych i zostawiac tam swoje slady - okazywalo sie ze i te osoby wdeptywaly do mnie, i tak sie to wszystko zaczelo... MF (po prostu uwielbiam twoj styl!) , sheryll (nigdy nie zapomne zeszlej zimy i tego bialego g.... ktorego nie chcialas juz odgarniac :o) ), naamah (dzieki za te "nocne Polakow rozmowy... ;o) ), kasia77 (dzieki za zrozumienie...), yoasia (na twoje buziaki zawsze mozna liczyc!), martynia (pamietasz? mialas pisac o kwiatku...), jeszcze byla aurora borealis (jak sie ma pajak edmund...??), gosiek (ciekawe co u niej... chyba juz nie pisze...), rebelka (i poklocic sie mozna, i pozartowac - jedyna w swoim rodzaju i tyle!), a z ostatnich blogow na ktore zaczelam wlazikowac: muszelka (dzieki za wsparcie i porady z roznych dziedzin!), cichy (jakos tak dobrze mi sie go czyta!), klemens (lubialam. ostatnio sie cos spsul. pozyjemy zobaczymy), fanaberka (po prostu lubie wdepnac. i poczytac.), popielatka (wgryzam sie - zobaczymy...)...
sa tez osobki ktore same bloga nie prowadza a u mnie bywaja - zakroliczona gerappa (pozdrowienia dla gomeza. podrap za uchem tego "maluszka"), czy Ala vel TonyAlik (ty wiesz co!), albo Iga - ktora poznalam jakos...a, przez pomylke. przy przenosinach z domu do domu nie wyslalam sobie pliku z kontaktami z GG tylko spisalam je na kartce. potem sobie wprowadzilam wszystkie, no  i sie okazalo co sie okazalo - w numerku byl blad, i zamiast domniemanej znajomej X byla tam sobie Iga.o.
jesli kogos pominelam - prosze laskawie sie przypomniec w komentarzach - napisze aneks:)

od pewnego czasu prowadze rowniez drugiego bloga i pol trzeciego. drugi blog - ja-serducho - powstal ze wzgledu na rozliczne awarie i przestoje na tym blogowisku... zawsze jednak wracalam. cos jest w tym blogowisku takiego ze sie wraca do niego jak na stare smiecie... jak do starych znoszonych powyciaganych spodni dresowych... zna sie go na wylot. i tyle.

a w tak zwanem miedzyczasie - roznosci sie wydarzaly w moim zyciu... ale to juz zupelnie inna historia...

serducho 11. lutego 2004 02:37:00

Komentarze (8)